INFORMACJE
Pełne Imię i Nazwisko Sandor Liebliech
Miejsce i Data urodzin [Kutenholz]] , Middenland, 2481 - 33 Kaldezeit
Aktualny Wiek: 31
Rasa: Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Tytuły/Pseudonimy: Brak
Znak gwiezdny: Kocioł Rhyi - Znak łaski, śmierci i tworzenia
Wróżba Losu: Wolność kupiona, zguba zapewniona
Profesje: Złodziej Zwłok - Chłopiec Pokładowy - Oprawca
Przynależność Cechowa/Klanowa: Członek Ratzinger sp ZOO i załogi Berbeli

Historia Postaci do momentu w którym zaczyna się Historia

: Sandor przyszedł na świat na zapomnianym przez bogów i ludzi zadupiu gdzieś w południowej części Middenlandu – w Kutenholz. Ojca nie znał, matka zmarła gdy był młody. Matka Sandora - Inga Liebliech była kelnerką w karczmie „Pod Kudłatym Dębem”, prowadzonej przez Finneasa Eiche zwanego również Kudłatym. Sandor od dzieciństwa trzymał się blisko z jego synem –Lotarem Eiche . Sandor został sierotą posiadając zaledwie dwanaście lat. Finneas próbował zapewnić mu opiekę, lecz nie był w stanie utrzymać w ryzach dwóch rwiących się chłopców. Wtedy na drodze Sandora pojawił się Alastor – z pozoru zwykły grabarz. W rzeczywistości okazał się hieną cmentarną, której akurat brakowało kogoś do pomocy. I tak młody chłopak dostał się na termin w zawodzie igrania z stanem śmierci. Jednego wieczoru doszło do bójki na tle religijnym pomiędzy wyznawcami Ulryka a wyznawcami Sigmara w karczmie „Pod Kudłatym Dębem” – zginęli wszyscy którzy byli w przybytku, karczma została spalona przez Sigmarytów- tylko Sandor z Lotarem przeżyli i uciekli dzięki szybkiej reakcji młodego porywacza zwłok.
Sandor pożegnał się z przyjacielem, oddał mu odkładane dla jego Ojca pieniądze i odszedł na wschód, aby znaleźć nowe miejsce do prowadzenia swojej działalności. I tak rozpoczęły się lata ciężkiej pracy. Sandor nie próżnował, zwiedził większość miast Reiklandu, handlował zwłokami w Altdorfie, Bogenhafen, Ubersreiku a nawet i Carroburgu. Ponadto, przy zwłokach często udawało się zdobyć parę monet, czasem jakąś biżuterię, a nawet i jakiś oręż się trafił! Raz tylko Sandor porwał się na grobowiec szlachcica – słynnego starego lorda Von Soppenheima.- i było to pod Bogenhafen/Ubersreikiem. I byłby wisiał, gdyby na wierzchu nie nadjechał Lotar w mundurze strażnika Dróg. Po szybkiej wymianie zdań i przywitań Lotar nakazał zostawić swojego przyjaciela, i zamiast na stryczku albo nie daj Morrze, w ziemi, Sandor skończył z pintą dobrego piwa w karczmie z Lotarem. OD tego momentu do rozpoczęcia Kampanii minęło dobre 5 lat. Dopiero w momencie, gdy Snador spotkał na swojej drodze Wernera Ratzingera – a raczej w momencie w którym jego dostawcą okazał się detektyw który dość jasno wyraził się o tym co czeka Sandora w przypadku jeżeli ten nie pójdzie z nim pomóc mu w pewnej sprawie. Nie posiadając innego wyboru, a także z braku zaangażowania i lekko nasilającej się samotności, Sandor dołączył do śledczego. I tak oto zaczęła się historia poznania z resztą drużyny. Po wydarzeniach w Halt: A co do tego Halt i tego mutanta Dullahana i tej zgrai popaprańców takich jak Goswin – który okazał się agentem czerwonej korony czy Elvy Fellgiebel która była gotowa poświęcić całe miast… To Sandor jasno i rzeczowo uważa, że ani chybi nie chce mieć z tym cholerstwem nic wspólnego. Jebańce zasrane, żebra połamane, dostawy jak nic na najbliższe tygodnie trzeba będzie zawiesić, no i jeszcze ta oferta od Razingera co by iść w to rozwiązywanie zleceń… No kaska z tego nie mała, w końcu za tego konia i wozu to się podzielili jak jacy szlachcice za chłopską robotę! Ale i tak się nie godzi, żeby iść na fajną robotę a skończyć napierdalając się z kultystami, mutantami bez głowy, i zaburzeniami czasu. Niech chuj to strzeli. Po wydarzeniach w Halt, Sandor przestał ograbiać grobowce. Po części dlatego że te pieprzone złamane żebra musiały się zrosnąć, ale również i po tym co zobaczył. Morr nigdy nie przerażał go tak bardzo jak po tym co zobaczył i zrozumiał, że to co zakopane nie może być odkopywane.

Podróż do Bogenhafen

: I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ten jebany dozorca podatkowy i jeszcze gdyby ktoś nie ukradł mu ukradł mu sakwę… a może ją zgubił? Cóż, niech psi syn się udławi tymi koronami! W zajeździe „Powóz i Konie” – Sandor miał możliwość poznania przepięknej lecz jakże zadufanej w sobie szlachcianki – Lady Isolde von Strudeldorf – która ujrzała w Sandorze szlacheckie nuty i pozwoliła sobie umilić towarzystwo – co skończyło się śpiewaniem w nocy… Sandor żałuje bardzo, że nie posłuchał Marie Shultz, może nie popadł by w takie szaleństwo. W dodatku w tym zajeździe był także jakiś nadęty Ernst Heidlemann – student medycyny – ale nic się chłopaczek nie odzywał. A no i oczywiście Phillipe Decartes – oszust i złodziej który chciał wyruchać na pieniądze całą grupę, niestety przeliczył się, spadł, został postrzelony, złamał nogę i końcowo dołączył do tej bandy.

Potem Sandor z kompanami i tą dziwną zgrają szlachcianki oraz studenta medycyny pojechali z Gunnarem i Hultzem – woźnicami linii „Zębatka” w stronę Altodrfu. Natrafili oni na grupę mutantów: Terenz, Mikael, Johann i Erik oraz ich bossa Kund Cratinxa. Sandor Bohatersko rzucił się w kierunku potworów, próbując obronić pasażerów dyliżansu. A gdy drużyna rozprawiła się z mutantami, odkryli zwłoki Kastora Lieberunga – który dosłownie wyglądał tak samo jak Sandor. W dodatku znaleźli przy nim list mówiący o wielkim spadku, który czeka na niego do odebrania w Bogenhafen w zakładzie Locka Stocka i Barla – Prawników.

Po Bogenhaffen